Dlaczego ubezpieczenia?
Bo wiem, co znaczy ich brak.
Jeszcze kilka lat temu byłam po drugiej stronie — po stronie klienta. I szczerze? Nie wierzyłam w ubezpieczenia. Wydawało mi się, że złe rzeczy zawsze zdarzają się komuś innemu.
Mój pracodawca nie oferował ubezpieczenia grupowego i nikt specjalnie się nad tym nie zastanawiał — dopóki moje życie nie zatrzymało się w jednej chwili. Usłyszałam diagnozę: nowotwór złośliwy.
Pojawiły się pytania, których wcześniej sobie nie zadawałam — czy przeżyję… i jak poradzimy sobie finansowo, kiedy trzeba skupić się na leczeniu.
Wtedy okazało się, że mój mąż miał w pracy ubezpieczenie grupowe. Z tytułu mojej choroby otrzymaliśmy świadczenie finansowe. Nie rozwiązało wszystkich problemów — ale dało nam chwilę oddechu. Przynajmniej przez moment mogłam skupić się na tym, co naprawdę ważne.
I wtedy po raz pierwszy pomyślałam: co by było, gdybym sama miała takie ubezpieczenie wcześniej?
Po zakończonym leczeniu długo szukałam odpowiedzi na to pytanie. Doszłam do wniosku, że skoro wciąż tu jestem, to może moim zadaniem jest pomagać innym zauważyć to, o czym na co dzień się nie myśli — dopóki wszystko jest dobrze.
Dlatego od ponad dwóch lat pracuję w ubezpieczeniach. Nie dlatego, żeby coś sprzedawać. Bo wiem z własnego doświadczenia, że w trudnym momencie taka decyzja może dać coś, co trudno wycenić — spokój i poczucie bezpieczeństwa.
Halina Porabik · Kraków